Piosenkarka Jennifer Lopez reklamowała w swojej karierze m. in. batoniki Kinder Bueno oraz suplementy diety Amway Truvivity, miała swoją kolekcję ubrań, obecnie kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała oraz wciąż perfumy. Kilka flakonów marki jaką stworzyła posiadam w swojej kolekcji, m.in. Still i Glow, dziś przyszła pora na recenzję Promise (2019). Trochę załuję, że nie poznałam Deseo, flakonik mi się bardzo podobał, był niczym klejnot. Jeśli chodzi o według mnie najlepsze perfumy jakie znam z marki JLo to są to zdecydowanie Love At First Glow.
![]() |
| Zdjęcie wykonane przez Grok Ai. |
Poczuj się jak celebrytka.
Generalnie zamysłem powstawania perfum sygnowanych przez amerykańskich celebrytów jest "bycie bliżej" ulubionego idola, poczucie się tak jak on, chociażby przez chwilę, poczucie się bogatym i spełnionym. Oprócz fanów kupują z pewnością te perfumy osoby, które nie interesują się światem perfum i celebrytów, po prostu kompozycja im się podoba, jest w ich guście. Nie czytałam o żadnych marketingowych badaniach w tym zakresie, mogę się jedynie domyślać, o czym nadmieniłam. Szczerze mówiąc nie poczułam się wyjątkowo jak znana i wielbiona osoba, ani nie złożyłam sobie żadnej obietnicy mając na sobie te perfumy.
Flakon wody perfumowanej Promise.
W mojej kolekcji znajduje się flakon o pojemności 30 ml, który - siłą rzeczy - nie prezentuje się tak imponująco jak większy wariant. Mimo skromniejszego rozmiaru zachowuje jednak solidny, jakościowy charakter. Szkło jest grube i masywne, wyraźnie wyczuwalne w dłoni, co buduje poczucie trwałości i dobrze przemyślanego projektu. Na szczególną uwagę zasługuje trwałość nadruków - napisy pozostają nienaruszone nawet przy regularnym użytkowaniu, co nie zawsze bywa standardem w perfumach z tej półki. Tył flakonu pozostaje gładki, natomiast front zdobi dekoracyjny wzór o niejednoznacznej, abstrakcyjnej formie, widać ile zostało płynu w środku. Całość sprawia wrażenie estetyki stonowanej, lecz dopracowanej, bez zbędnej ekstrawagancji, za to z wyraźnym akcentem użytkowej elegancji, choć do połowy pełny flakonik nie wygląda już tak ładnie na półce jak nowiutki, pełny. Trudny do sfotografowania, niefotogeniczny w sztucznym świetle okiem amatora a nie profesjonalisty, w lustrzanym korku otoczenie się odbija.
Filozofia perfum Promise.
Promise ma być zapachem, nie tylko pięknie pachnącym, ale też przypominającym o własnej obietnicy - dążenia do lepszej wersji siebie każdego dnia, bez względu na istniejące przeszkody, dlatego dedykowany jest kobiecie wielowymiarowej, pewnej siebie, zdeterminowanej. Nie chodzi o romantyczną obietnicę względem kogoś innego. Lopez pyta, zachęca w reklamie: "A jaka jest Twoja obietnica?" - to pytanie ma sprawić, że nosząca perfumy kobieta głębiej spojrzy na swoje cele i wartości. Jaka kobieta jest adresatką? Matka ledwo wiążąca koniec z końcem albo nie potrafiąca sobie poradzić z gromadką dzieci czy ciężko pracując młoda kobieta, nie mająca żadnych znajomości o obiecująca sobie, że rzuci w końcu toksyczną pracę i znajdzie coś lepszego? Przykładów można mnożyć. Jak Wam się wydaje? Kim jest idealna adresatka tego zapachu?
Jak pachną perfumy Promise?
Jeżeli szczególnie cenione są przez Was kompozycje o wyraźnie zaznaczonym pieprznym charakterze, Promise rzeczywiście zasługuje na uwagę. Różowy pieprz odgrywa tu rolę pierwszoplanową - nadaje zapachowi musującą energię, wibrację i lekko iskrzący styl, daleki od statycznej słodyczy. Otwarcie jest żywe, niemal elektryzujące, choć tangerynka dość szybko traci swoją wyrazistość i schodzi na dalszy plan. W sercu kompozycji pojawia się mój ulubiony jaśmin (dlatego zdecydowałam się kupić te perfumy) w towarzystwie ciekawego składnika jakim jest korzeń irysa, wprowadzając miękkość oraz subtelny, lekko pudrowy niuans. Ten etap zapachu wycisza wcześniejszą ostrość pieprzu i kieruje całość w stronę bardziej klasycznej, eleganckiej kobiecości - spokojniejszej, ale wciąż wyraźnie zarysowanej. Finał "obietnicy" opiera się na drzewie kaszmirowym i bursztynie krystalicznym. Drzewo kaszmirowe wygładza strukturę zapachu, nadając mu aksamitną, niemal kremową głębię, natomiast bursztyn wprowadza suchą, ciepłą aurę. To właśnie na tym etapie ujawnia się dyskretna słodycz - nienachalna chociaż i tak zdominowana przez wszechobecną woń różowego pieprzu.
![]() |
| Flakon perfum Promise na mojej półce. |
Czy kupię ponownie perfumy Promise?
Trudno jednak nazwać Promise kompozycją niebanalną, bowiem pomimo czytelnie zarysowanych nut i poprawnej konstrukcji, pojawia się wyraźne wrażenie déjà vu - gdzieś tu już czułam. Zapach przywołuje skojarzenia z estetyką znaną z wcześniej testowanych przeze mnie perfum, być może z zielonymi, energetycznymi akordami popularnymi lata temu, być może z charakterystyczną sygnaturą zapachów spod znaku Juicy Couture. To propozycja poprawna, momentami przyjemna, lecz niekoniecznie odzwierciedlająca wyobrażenie o bezkompromisowej, amerykańskiej kobiecie sukcesu jaką miałabym się stać dzięki inspirującym nutom zapachowym zawartym w opisywanych perfumach. Powiem krótko - raczej bezpieczna interpretacja tej idei niż jej odważna, wyrazista manifestacja. Na ten moment ta idea nie przekonuje mnie do ponownego zakupy niniejszych perfum, ale cała ta filozofia innego dnia może obrócić sie jednak na moją korzyść - pewnego dnia mogę jej wyjątkowo potrzebować dlatego nie neguję jej ani nie neguję tego zapachu. Bo zapach perfum przecież ma nas wpierać, przypominać o tym, co dobre i warte naszej uwagi. Co Wy na to?


Jestem bardzo ciekawa tego zapachu :)
OdpowiedzUsuń